Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Pierwsze mile na wodzie jachtu Azimut 18 Sierpień 2017

Poranek 14 sierpnia zastał nas w Izola (Słowenia). Po długiej i męczącej trasie z Polski dojechaliśmy do portu, w którym oczekiwał na nas Azimut. Czekał na lądzie na nas, abyśmy dokonali ostatecznego odbioru i przejęli go z rąk dotychczasowych właścicieli. Przed nami dwie doby bardzo intensywnej pracy.

Kilka dni temu marzliśmy na Spitsbergenie, teraz przyszło nam się zmierzyć z upałem, większym nawet niż w Polsce. Pracy do wykonania było dużo, przygotowanie do wyjścia w morze, poznanie wszystkich tajników i zakamarków, przejęcie możliwie największej wiedzy na temat działania, systemów, urządzeń. Było tego sporo – Azimut staraniem dotychczasowych właścicieli posiadał niezliczoną ilość urządzeń, generatorów, pomp, itp. Wszystko ważne, wszystko praktyczne, wszystko pomocne w utrzymaniu jachtu w jak najlepszym stanie. Ale wiedzieliśmy, że godzina w której ruszymy zbliża się coraz bardziej.

Po wodowaniu, wtorkowym wieczorem 15 sierpnia mogliśmy w końcu wyruszyć. Niesamowite uczucie, w końcu na wodzie, na pokładzie Azimut. Nasza pierwsza trasa wiodła do oddalonej na przeciwległym brzegu morza Wenecji. Noc pozwoliła nam pokonać dzielące nas 60 Nm i rankiem byliśmy już blisko. Pierwsze wejście do mariny (Santelena) znajdującej się nieopodal Starego Miasta i znów stoimy w przepięknym miejscu. Do późnego wieczora, kiedy przybędzie do nas pierwsza grupa naszej załogi. Cały dzień upłynął na odpoczynku, dopieszczaniu ostatnich elementów oraz wieczornym spacerze na Plac Świętego Marka oraz złapaniu klimatu sąsiadujących z nim uliczek oraz kanałów.

Kiedy nastała północ i ostatnie z oczekiwanych osób zaokrętowały się w swoich kabinach nadszedł czas na kolejną trasę. Płynęliśmy do Chorwacji, do Rovinj, gdzie w planach było zwiedzenie bardzo klimatycznego miasteczka słynącego z corocznych wielkich festiwali tanecznych oraz przepysznych owoców morza.

Tuż po godzinie 10 (24 sierpnia) przycumowaliśmy do pomostu, gdzie obok znajdował się posterunek policji, w którym po jakiejś godzinie udało nam się zgłosić na chorwackich wodach i uzyskać zgodę na dalszą trasę. Przestawiliśmy jacht do pobliskiej zatoczki, aby móc złagodzić żar upału poprzez kąpiel w błękitnej wodzie. Kilka godzin wystarczyło nam na regenerację i ruszyliśmy dalej, tym razem do miejscowości Pula. Tu mieliśmy spędzić kolejną noc.

Dla mnie był to koniec azymutowej podróży, musiałem wracać do Polski, zostawiając na pokładzie Pawła oraz jego załogę. Jeszcze rankiem pomogłem w oddaniu ostatnich cum, Azimut wypływał na południe w kierunku Kornat, zrobiłem kilkanaście kolejnych zdjęć i ruszyłem w stronę Polski. Ciągle byłem pod wrażeniem naszego nowego jachtu i żałowałem, że nie mogłem spędzić na nim kolejnych dni. Ale ten czas nadejdzie wkrótce.

Facebook
Tweet
Google