Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Rejs S-4 Norweskie fiordy zakończony - 06.06 - 13.06.2017 r. 12 Czerwiec 2017

Czwarta cześć naszej wyprawowej wspinaczki na Północ w ramach Arktyki 2017 została zakończona. Z Trondheim przez norweskie fiordy, lodowce oraz koło podbiegunowe aż do Bodo. 8 dni intensywnego żeglowania.

Co musi się stać, aby rejs był udany, no może nawet bardzo fajny lub rewelacyjny?

Po pierwsze: kapitan i załoga na odpowiednim poziomie. Jaki jestem taki jestem, ale na pewno nie brakuje mi szczęścia i ręki w dobieraniu świetnej załogi. Tak też było i tym razem, z większością osób pływałem poprzednio, a nowe osoby stały się naszym ubogaceniem. Szybko okazało się, że nawiąże się między nami stosowna chemia. Interesujący ludzie, pomocni dla siebie, wiedzący po co przyjechali na rejs.

Po drugie: odpowiedni jacht, a w naszym wypadku wyprawowy, co oznacza zastąpienie zbędnych komfortów na dzielność i praktyczność  jednostki. Sifu of Avon to historia. Rok temu dopytywałem pływających na nim znajomych na jego temat, opinie były różne. Jednakże wykonana przez Armatora i nas 4 Kontynenty duża praca przez ostatnie pół roku przywróciła go żywych, jeśli dla kogoś nie było to pewne. Zrobił się jachtem sympatycznym, przyjaznym w środku, a jego dzielność bardzo szybko miałem okazję sprawdzić. A no właśnie, bo

po trzecie: odpowiednia pogoda. Na poprzednich etapach Neptun nie rozpieszczał nas za bardzo, słońca malutko, dużo deszczu, zimno. To się zmieniło zasadniczo z naszym przylotem do Trondheim. Ciepło, słonecznie, no i wietrznie. Przez pierwsze dni towarzyszył nam sztorm 8-9 B, ale generalnie niewielkie zafalowanie pozwoliło przetestować wszystkie zestawy żagli, genue i grota na kolejnych refach, bezana oraz sztormowego foka. Pływało się świetnie, Sifu dzielnie dawało radę, a poczucie bezpieczeństwa nie opuściło nas ani na chwilę. Następne dni były już mniej wietrzne, aczkolwiek pływanie w fiordach pomiędzy wysokimi górami wymagało ciągłej uwagi ze względu na bardzo mocne wiatry spadowe oraz tworzące się tunele. Pogoda jednak była bliska ideału, a wiatr przynosił ciepłe powietrze. Do tego stopnia, że ani razu nie użyliśmy kozy do grzania oraz trudno było w skorzystać z przygotowanych na niskie temperatury śpiworów.

Po czwarte: ciekawa trasa po pięknych miejscach. Tych na tym odcinku nie brakowało. Przede wszystkim majestatyczne, wyrastające z wody góry, w przedziwnych kształtach i kombinacjach. Często ośnieżone, odcinające się się od błękitnej wody. Ciekawe miejsca i przejścia, niemal przez cały czas zapuszczaliśmy się slalomem w wąskie kanały z rozsianymi licznie malowniczymi zabudowaniami,  miasteczkami, mostami. Piękno Norwegii. Miejsca pełne ryb, które zapewniły nam pyszne, świeże posiłki. No i niewątpliwy top wyjazdu: lodowiec Svartisen, opisany osobno na moim blogu. Praktyczny brak nocy pozwalający czerpać niemal non stop z napotykanych atrakcji.

No i po piąte: sukces. Nam dane było przekroczyć próg krainy podbiegunowej, swoisty chrzest morski, niewątpliwie powód do dumy

Ponieważ wszystki warunki zostały spełnione ocena skończonego właśnie rejsu nasuwa się sama. A trudności? To niewątpliwie ceny norweskich produktów spożywczych. O ile mariny i paliwo jest tanie to reszta urasta do astronomicznych kwot. Całe szczęście chociaż ceny paliwa i marin są niskie, więc przy odpowiedniej organizacji da się przeżyć, tym bardziej, gdy na pokładzie ma się wędkarzy i codzienną dostawę świeżych ryb.

Tak więc: świetni ludzie, cudowne miejsca i pogoda. Pawle, Kamilo, Dominiku, Krzysztofie, Jacku, Krzysztofie i Violu - dziękuje za ten piękny rejs.

Facebook
Tweet
Google