Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Z Sardynii na Baleary w towarzystwie pawia 14 Wrzesień 2017

W sobotę 9 września w malowniczym Alghero na Sardynii na Azimut pojawiła się ekipa III etapu. 11 osób, a więc komplet. Słoneczna zazwyczaj wyspa zasnuta była ciężkimi chmurami i zgodnie z wcześniejszymi prognozami mocny mistral wypełnił ten obszar Morza Śródziemnego sztormami. Na zewnątrz wszędzie kipiel z 6 metrowymi falami, nawet w porcie istniała obawa, że nasz ciężki jacht pourywa muringi. Załoga chcąc zobaczyć jak wyglada rzeczywiście stan morza wybrała się na wycieczkę na pobliski cypel i zrozumiała ostatecznie dlaczego przesunąłem planowaną datę wyjścia z portu o dobę. Był więc czas na samochodowe zwiedzanie wyspy oraz dla mnie na przygotowanie jachtu na ciężką podróż oraz poznawanie kolejnych tajników Azimuta. 

Napięty harmonogram całej wyprawy sprawił, że w wtorek popołudniu wyszliśmy mając przed sobą 190 mil do pierwszej z wysp Balearów - Menorki.

Pierwsze 24 h były rzeczywiście bardzo ciężkie, morze tylko trochę zdażyło się uspokoić zalewając raz po raz pokład 4 metrowymi, idącymi prostopadle do prawej burty falami. Choroba morska przeszła przez jacht zbierając imponujące żniwo. Ocaleni ratowali chorujących i dzielnie podążali dalej na zachód. W nagrodę otrzymaliśmy przepiękne, pełne gwiazd niebo oraz wschodzący księżyc.

Dzień przywitał nas juz na środku morza i warunki z każdą godziną się poprawiały, tak więc do wieczora przywróceni do życia zostali niemal wszyscy. Poszukiwaliśmy delfinów oraz innych jednostek, ale morze było zupełnie puste.

Kiedy przed nami ukryło się już zachodzące słońce zostało nam jeszcze około 30 mil. Podążaliśmy do portu Mahón, pierwszego hiszpańskiego miejsca naszej wyprawy. 

U wejścia do zatoki napotkaliśmy dryfujący ze defektem silnika jacht, który wzięliśmy na hol i zaciągnęliśmy go w głąb do kolejnej mariny. A my sami, po niemal godzinnym poszukiwaniu miejsca zaparkowaliśmy w rejonie starego miasta, na zaczepionym do dna niewielkim pomoście, będącym namiastką lądu, na tyle jednak wystarczającym, że mogłem po raz kolejny już raz wznieść toast za cudowne ocalenie.

Wokół nas rozpościerała się rozświetlona licznymi lampami panorama domków, zabytkowych kamienic, palm, jednak te atrakcje pozostaną nam na ranek. Teraz należało się wyspać oraz wypocząć.

Facebook
Tweet
Google